Kebaby, alkohol i prostytutki. Łukaszenko buduje miasteczko migrantów za pieniądze UE

Nieuznawany białoruski dyktator otrzymuje od Unii Europejskiej fundusze na „pomoc” dla oszukanych przez siebie migrantów. Biznes satrapy otrzymał kolejne pieniądze za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Za te fundusze powstaje miasteczko migrantów tuż przy polskiej granicy.

Biznes białoruskiego satrapy sterowanego z Kremla otrzymał nieoczekiwaną pomoc ze strony Niemiec i Francji. Kraje te z pominięciem Polski podjęły rozmowy z krwawym dyktatorem sankcjonując tym samym jego nielegalnie zdobytą władzę.

Unia Europejska odżegnująca się od wsparcia polskiego wysiłku na granicy Unii i NATO przekazuje Łukaszence kolejne setki tysięcy euro.

Dyktator którego służby zarabiały na imporcie migrantów, teraz zarabia na pomocy unijnej. Komisja Europejska przeznaczyła 200 tys. euro na pomoc humanitarną dla Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca (IFRC), za których pośrednictwem środki trafią do reżimu Łukaszenki. KE zapewnia, że zaoferuje wkrótce więcej pieniędzy i już zarezerwowała dodatkowe 500 tys. euro.

Migranci paraliżują Mińsk. Terror, gwałty i rozboje na białoruskich ulicach

Środki finansowe mają być przeznaczone głównie na żywność, zestawy produktów higienicznych, koce i apteczki pierwszej pomocy. Jak się okazuje unijne pieniądze szybko skłoniły Łukaszenkę do uczynienia z migrantów stałego źródła dochodów dla swojego reżimu.

Tuż przy polskiej granicy w byłym centrum logistyczny powstało miasteczko migrantów. Umieszczeni tam migranci są na tyle blisko granic, że w każdej chwili mogą być ponownie wykorzystani do ataków na Polskę.

Wokół centrum logistycznego, do którego Białorusini kierują migrantów przygotowywanych do ataków na granicę RP, utworzono już sklepik, food-truck, kebab, sklep z hot dogami, a obecnie też kantor. Doniesienia niezależnych komentatorów mówią, że wokół obiektów rozkwita także handel alkoholem oraz pojawiła się prostytucja.

Migranci stłoczeni w miasteczku stają się nową bronią Łukaszenki, która może być użyta w każdej chwili gdy reżim będzie potrzebował kolejnych pieniędzy z Berlina i Paryża. Jednocześnie miasteczko ulokowane przy polskiej granicy jest znakomitym punktem wypadowym dla kolejnych grup migrantów którzy próbują forsować polską granicę. Codziennie notuje się około 200 takich akcji w wykonaniu migrantów.

Elitarni strażnicy granic. Migranci boją się ich najbardziej!

Kolosalne koszty kryzysu jakie ponosi Polska pozostają w stałej gotowości do obrony granic nie znajdują zrozumienia i pomocy ze strony bronionej przez polskich żołnierzy Unii Europejskiej.

Fot. ilust.arch.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.