Ksiądz zginął w czołowym zderzeniu. Jechał autostradą pod prąd!

Mimo akcji policji nie udało się zatrzymać kierowcy który mknął autostradą A2 pod prąd. Pościg zakończył się tragedią. Kierującym okazał się ksiądz.

Ksiądz Władysław S. zginął w czołowym zderzeniu na autostradzie A2. Mimo pościgu policji nie udało się go zatrzymać przed spowodowaniem wypadku. Na jaw wychodzą nowe fakty na temat księdza S.

Jak ustaliła policja, przyczyną wypadku mógł być zły stan zdrowia księdza. Feralnego dnia jechał on do rodziny. Do wypadku doszło w nocy z 12 na 13 lipca. Czołowe zderzenie omal nie przypłacili życiem także prawidłowo jadący pasażerowie volvo w które uderzył ksiądz S.

Tej nocy ksiądz proboszcz jechał do swojej rodziny, za Sochaczew. Wcześniej, zawsze jeździł drogą 92, przez Ożarów Mazowiecki. Jednak teraz musiał się pomylić, pojechał autostradą A2. Podobno pod prąd jechał już od Warszawy, od wjazdu w miejscowości Mory. Policja mówiła, że pod prąd jechał aż 30 km. Gonił go radiowóz, ale niestety równoległym, prawidłowym pasem. Niestety, policji nie udało się wjechać na drugi pas i pojechać za nim pod prąd. Może gdyby zajechali mu drogę, udałoby się zatrzymać samochód. Niestety się nie udało – mówi ks. Jerzy Skłucki, wikariusz z parafii w Kłuszynie.

Dokładne przyczyny wypadku wyjaśni sekcja zwłok. Bezsprzecznie sprawcą tragedii jest ksiądz. Musiał on zdawać sobie sprawę, że stan zdrowia uniemożliwia mu bezpieczną jazdę a tym samym naraża na niebezpieczeństwo innych użytkowników dróg.

Źródło:se/pp

fot. ilust.

Facebook Comments